Julkę znam od dziecka. Tak szczerze, prawie od kiedy pamiętam (prawie, bo jakby nie było, Jula jest ‚odrobinę’ młodsza 😉 ).

Jula to prawie rodzina, prawie, bo to ‚siódma woda po kisielu’, ale za dziecka widziałyśmy się często. Jula pewnie nie pamięta tych chwil, ale ja wspominam moment, kiedy się urodziła, co zresztą wywołało u mnie niemałą dawkę nostalgii (co by nie powiedzieć kompleksów na tle wieku 😉 ). W ramach naszego spotkania nie omieszkałam zresztą zaznaczyć faktu, że pamiętam, jak się urodziła, pamiętam swój zachwyt nad nią i to, jak bardzo chciałam ją ‚bawić’, ale również fakt, że Ona, a więc ta, która niemalże dorastała na moich oczach, stając się matką, czyni mnie ‚dojrzałą’ kobietą (żeby nie powiedzieć starszawą 😉 ). Tak całkiem na poważnie, to kompleksy na tle wieku omijam szerokim łukiem, gdyż jestem zdania, że każdy wiek ma swój urok, a poza tym wpis dotyczy sesji Julki, więc do sedna 😉

Gdy urodziła się Jula, to poza tym, że była piękna (co jej zostało do dziś 😉 ), dostała chyba jedno z najpiękniejszych kobiecych imion (przynajmniej moim skromnym zdaniem). Zdaję sobie sprawę z dzisiejszej popularności tego imienia, jakkolwiek Jula urodziła się ponad 20 lat temu, a wtedy wybór takiego imienia przez rodziców Julki był (pewnie) dość kontrowersyjny, być może odrobinę modny, ale z pewnością trafiony, i – po prostu – piękny! Powiedziałabym, że na tyle piękny, że sama obiecałam sobie (jako mała dziewczynka), że jeśli kiedykolwiek będę miała córkę, to z pewnością będzie miała na imię Julka. Jak pewnie wiecie, mam dwóch synów (i wcale sobie nie krzywduję 😉 ), ale wszystko przede mną 😉 .

Żeby nie zanudzać Was swoimi rodzinnymi opowieściami, zapraszam do oglądnięcia zdjęć przepięknej Julii, która – mimo, że w moich oczach pewnie na zawsze pozostanie małą Julką sprzed lat – jest teraz nie tylko przepiękną kobietą, ale również spełnioną Mamą.

Na koniec dodam tylko taką krótką historię, która z pewnością pozostawi głęboki ślad nie tylko w mojej twórczości, ale również w moim sercu. Przy okazji sesji noworodkowej Oliwierka – synka Julki i Jacka (jak już wspomniałam, Jula została już Mamą), miałam okazję spotkać się również z Babcią Olisia – Ciocią Martą. Ciocia Marta jest niezwykle ciepłą kobietą i – choć nie widziałyśmy się już dość długo – bardzo miło nam się rozmawiało. W trakcie rozmowy wymieniłyśmy kilka spostrzeżeń na temat sesji ciążowych/noworodkowych, a następnie Ciocia pochwaliła tę właśnie sesję brzuszkową swojej córki Juli. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież każda Mama szczyci się swoją córką (a zwłaszcza tak piękną:)), gdyby nie błysk w oku Cioci.

Dziękuję Ci Ciociu Marto, właśnie za ten błysk w Twoim oku:)Dzięki temu wiem, że moja praca ma sens!

picture_print-2picture_print-8picture_print-12picture_print-13picture_print-21picture_print-24picture_print-32picture_print-38picture_print-48picture_print-50picture_print-52picture_print-55picture_print-67picture_print-80picture_print-87picture_print-90picture_print-95picture_print-96picture_print-102picture_print-103picture_print-104picture_print-105picture_print-108picture_print-109picture_print-111picture_print-116picture_print-156picture_print-166

Powrót na górę Kontakt

W pewien niezwykle słoneczny wiosenny poranek miałam ogromną przyjemność odwiedzić przepiękną Okruszynę i jej uroczą rodzinkę, której to miałam przez chwilę potowarzyszyć, aby móc zapisać w kadrach choć odrobinę z całej tej pozytywnej ferii uczuć i emocji, które między nimi panują, ale również, aby sfotografować piękno tej maleńkiej istotki, która przecież nie tak dawno pojawiła się na świecie.

Zaraz po krótkim zapoznaniu, z głową pełną pomysłów i ‚zarażona’ niejako pozytywną energią unoszącą się w powietrzu, rozpoczęłam krok po kroku realizację swoich sesyjnych zamierzeń, pozostawiając jednak miejsce na najważniejszy punkt programu i jednocześnie element, bez którego wszystkie moje fotograficzne działania nie miałyby sensu – nutkę spontaniczności. Jak pewnie zaraz zauważycie, o ten element nie było trudno w przypadku tej rodzinki, poczynając od najmłodszej członkini, a na głowie rodziny kończąc. Moja najmniejsza modelka – Marcelinka, pomimo swego młodego wieku, ewidentnie dała nam odczuć, że kobieta zmienną jest, pozwalając mi uchwycić zarówno momenty, kiedy wpatrywała się w nas swoimi pięknymi ogromnymi oczyskami, jak również chwile, kiedy ‚zmęczona’ sesją słodko zasypiała. Bardzo się cieszę, że – ku namowie rodziców – nie poprzestaliśmy tylko na ‚śpiących’ ujęciach Marcysi, bo dzięki temu sesja jest dużo bardziej różnorodna, a ja uchwyciłam nie tylko piękne granatowe oczyska Buby (tak pieszczotliwie nazywają Marcysię rodzice), ale również serię jej niezapomnianych minek. Muszę tutaj przyznać, że Marcysia okazała się modelką idealną – pomimo, że skończyła już miesiąc (a jak wiadomo, dzieci w tym wieku nie są już tak chętne do pozowania, jak np. 2-tygodniowe maluchy), to i tak uraczyła nas swoją cierpliwością i pozwoliła na wykonanie wielu różnorodnych kadrów. Na ogromną pochwałę zasługuje również starszy brat Buby – Nikoś – w trakcie sesji cierpliwie czekał na swoją kolej przed obiektywem, a w przerwach między-zdjęciowych czule głaskał siostrzyczkę i całował jej maleńkie stópki. Jednym słowem – rodzinka na medal!

Korzystając z okazji, bardzo dziękuję rodzicom za zaufanie, a całej rodzince za przemiłą atmosferę, wspólnie spędzony czas i możliwość utrwalenia tylu wspaniałych chwil i emocji. Mam nadzieję, że będzie to dla Was miła pamiątka na długie lata!

PS. We wpisie tradycyjnie zamieszczam ‚garstkę’ ujęć z sesji, ale jeśli chcecie zobaczyć więcej kadrów, zapraszam do obejrzenia multimedialnej prezentacji zdjęć znajdującej się na samym końcu tego wpisu.
fotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia rodzinna, fotografia noworodkowa, portret czarno-białyfotografia rodzinna, fotografia noworodkowa, portret czarno-białyfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, portretfotografia noworodkowa, fotografia detalufotografia noworodkowa, fotografia detalufotografia noworodkowa, portretfotografia rodzinna, fotografia noworodkowa, portretfotografia dziecięca, portretfotografia dziecięca, portretfotografia dziecięca, portretfotografia rodzinna, fotografia noworodkowa, portretfotografia rodzinna, fotografia noworodkowa, portretfotografia rodzinna, fotografia noworodkowa, portretfotografia rodzinna, fotografia noworodkowa, portret czarno-biały

Powrót na górę Kontakt

Zgodnie z obietnicą nadszedł czas na kontynuację mojego ulubionego ostatnimi czasy tematu, którym są kadry prosto z naszych nowoczesnych telefonicznych sprzętów. Podejrzewam, że większość profesjonalnych fotografów temat zdjęć z telefonu omija szerokim łukiem (żeby nie powiedzieć, że nimi gardzą 😉 ) i pewnie jako fotoamatorka marząca o tym, by kiedyś znaleźć się w gronie profesjonalistów poważnie się tym wpisem narażam, ale mam ku temu ważne powody. Po pierwsze, żyjemy w czasach, w których technika rozwija się z taką prędkością, że niemal niemożliwe wydaje się nadążenie za wszystkimi jej nowinkami. Przy całym tym technologicznym pędzie fotografia stała się w ciągu kilku ostatnich lat narzędziem ogólnie dostępnym, poza ogromnie szeroką gamą aparatów cyfrowych, zarówno tych kompaktowych, jak i lustrzanek (i to w całkiem przystępnych cenach), niemal każdy z nas posiada w tej chwili telefon z funkcją aparatu. Co za tym idzie, wykonujemy ogromne ilości zdjęć, z pewnością nieporównywalne do ich liczby sprzed kilku bądź kilkunastu lat (ale statystyk nie znam, więc nie będę się mądrzyć:)). Czy umniejsza to cokolwiek roli fotografa profesjonalnego? Nie sądzę. Tym bardziej nie będę tutaj udowadniać, że zdjęcie z telefonu może być tak samo dobre, jak zdjęcie z lustrzanki, poddane dodatkowo profesjonalnej obróbce. Bo nie jest. Ale to wcale nie znaczy, że takie zdjęcie jest zupełnie bez wartości. Tym bardziej dla nas, rodziców, dla których wszystkie kadry uwieczniające chwile z naszymi maluszkami są ogromnie cenne (nie mówiąc o ich wartości za kilka, kilkanaście lat).

Idąc za tą myślą, poruszę kolejny temat mojego wpisu, który jak dla mnie wiąże się z powyższym smartfonowym tematem, a mowa tu o projekcie 366. Obserwując pracę profesjonalnych fotografów dziecięcych udało mi się zauważyć pewien nowy trend, będący połączeniem roli fotografa i, tej ważniejszej – rodzica. Projekt 366 polega na zobowiązaniu się do wykonania choć jednej fotografii swoich maluchów każdego dnia roku. Osobiście uważam, że to świetny pomysł, wspaniała pamiątka zarówno dla rodziców, jak i dla dzieci, tym bardziej, że taki sposób fotografowania pozwala na zapis tych wydawałoby się najprostszych i najzwyklejszych chwil z życia naszych dzieci, które jednak w miarę upływu lat zyskują na wartości, tworząc niezastąpioną pamiątkę na całe życie. Tak więc idea jest genialna, jakkolwiek na ziemię bardzo szybko sprowadza nas tzw. rzeczywistość. Nie ukrywajmy, że w tym natłoku codziennych obowiązków, mimo najszczerszych chęci i nieskrywanej radości z fotografowania, nie zawsze uda się nam wyciągnąć ten aparat z szuflady i cyknąć to właśnie jedno wyjątkowe zdjęcie (lub kilka, aby potem wybrać spośród nich to najlepsze 😉 ). Nie mówiąc o obróbce i wywołaniu. No cóż, teraz to już prawie niewykonalne. I tutaj właśnie z odsieczą przychodzi nasz telefon. Zawsze pod ręką. Powiem więcej, a wiem to z własnego doświadczenia, telefon często pozwala nam złapać chwile, które mogłyby ulecieć, zanim przygotowalibyśmy sobie cały ten swój profesjonalny sprzęt. Bonusowe zdjęcia, na samym końcu tego wpisu, są właśnie przykładem takiej spontanicznej mini sesji (raptem kilka ujęć), ale gdyby nie telefon pewnie maluchy zakończyłyby zabawę na długo przed tym, jak przybiegłabym z aparatem.

Na koniec, kilka słów o poniższej historii (poza omówionym już bonusem). Kadry są zapisem naszego przedwiosennego spaceru, gdzie z premedytacją nie zabrałam aparatu, zakładając odrobinę ruchu bez zbędnego balastu (czyt: torby fotograficznej). Wszystkie zdjęcia są więc z telefonu i  – nie zrozumcie mnie źle – wcale nie zamierzam rezygnować z mojej ukochanej lustrzanki i zdjęć na bardziej profesjonalnym poziomie, aczkolwiek zamierzam pokazać Wam, jak w fajny sposób zapisywać wspomnienia bez specjalnego wysiłku (i wydatków:)) Kto wie, może nawet pokuszę się o wpis o charakterze mini-poradnika? Ale to dopiero przy odrobinie wolnego czasu, co z pewnością prędko nie nastąpi:)Więc póki co, zachęcając do codziennego dokumentowania życia naszych pociech – telefoniczna sesja plenerowa.

fotografia dziecięca, portret reportażowy, sesja plenerowa w lesiefotografia dziecięca, portret reportażowy, sesja plenerowa w lesiefotografia rodzinna, portret reportażowy, sesja plenerowa w lesiefotografia dziecięca, portret reportażowy, sesja plenerowa w lesiefotografia dziecięca, portret reportażowy, sesja plenerowa w lesiefotografia rodzinna, portret, sesja plenerowa w lesiefotografia dziecięca, portret, sesja plenerowa w lesiefotografia dziecięca, portret czarno-biały, sesja plenerowa w lesiefotografia dziecięca, portret, sesja plenerowa w lesiefotografia dziecięca, portret, sesja plenerowa w lesiefotografia rodzinna, portret, sesja plenerowa w lesiefotografia rodzinna, portret, sesja plenerowa w lesiefotografia rodzinna, portret, sesja plenerowa w lesieI, tradycyjnie już – bonus (j.w. – również telefoniczny 😀 )fotografia dziecięca, portret czarno-białyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret czarno-biały

Powrót na górę Kontakt

Zgodnie ze zwyczajem, który już na dobre zadomowił się na matko-fotkowej stronie (i chyba w moim życiu w ogóle:)), choć bardzo chciałam, niestety nie zdążyłam z życzeniami świątecznymi. Na szczęście tuż za drzwiami stoi Nowy Rok, więc może przynajmniej tutaj się wykażę:)Ale zostawmy sobie te przyjemności na koniec, a póki co kilka słów w temacie dzisiejszego postu, a może jeszcze wcześniej – jak zwykle – krótkie usprawiedliwienie 😉 Niestety dopadła mnie ostatnio złośliwość rzeczy martwych w postaci awarii laptopa (choć nie uważam mojego ukochanego komputera za rzecz martwą, biorąc pod uwagę zwłaszcza ogromną pracę, którą z lekką pomocą moich zgrabnych rączek wykonuje podczas obróbki tysięcy zdjęć, również spod mojej łapki 😉 ) Tak czy siak, komputera nadal nie odzyskałam, więc zamieszczam dzisiejszy post dzięki życzliwości mojego niemal siedmioletniego staruszka, który – mimo wielu awarii – nadal jakoś dyszy, jakkolwiek nie posiada umiejętności obróbkowych, a raczej programu, który by mu to umożliwił, więc – uwaga – zamieszczam dzisiejsze zdjęcia prosto z aparatu, bez obróbki. Ciekawa jestem Waszej reakcji, czy faktycznie zauważycie ogromną różnicę w jakości tych zdjęć? Swoją drogą to dla mnie bardzo ciekawy eksperyment, bo – idąc w kierunku fotografii reportażowej, przy jednoczesnym braku cierpliwości do długiej i żmudnej pracy przy obróbce – zdjęcia prosto z aparatu wydają się dla mnie bardzo interesującą alternatywą. Jednocześnie cieszę się bardzo, bo takie zwykłe życiowe wydarzenia, jak awaria komputera, udowadniają mi, że tak naprawdę nie znalazłam jeszcze tej swojej konkretnej fotograficznej drogi, a raczej, że cały czas szukam czegoś więcej, a więc cały czas czegoś się uczę, a to chyba bardzo pożądana cecha w każdym zawodzie, ba, niemal w każdej rzeczy, którą robimy, o ile robimy ją z potrzeby serca, nie?

Dobra, do meritum, bo jak zwykle rozpisuję się nie na ten temat, na który powinnam:)Chcąc zamieścić post przed świętami, myślałam sobie – patrząc na ten wszechogarniający pośpiech – że napiszę Wam – Luuuuudzie, zwolnijcie trochę! Ale cóż, sama chyba nie zwolniłam tak, jakbym chciała, o czym zresztą świadczy przedświąteczna cisza na matko-fotkowej stronie. Jakkolwiek muszę się Wam pochwalić, że pomimo natłoku przedświątecznych obowiązków i ciągłej obawy, że ze wszystkim nie zdążę, zgodnie z obietnicą daną samej sobie – Wigilia była dniem poświęconym tylko i wyłącznie rodzinie. I Wam też to polecam. Kto wie, może jesteście milion razy bardziej zorganizowani ode mnie i macie już wszystko przygotowane na 3 dni przed świętami (i chwała Wam za to:)), ale jeśli jednak – jak cała reszta społeczeństwa – gonicie niemal do ostatniej chwili, tylko po to, żeby wszystko było idealnie, to pamiętajcie, że świat nie jest idealny. Ale na szczęście ten właśnie świat zamieszkują rodziny, i – jeśli poświęci się im choć odrobinę czasu – to może być (prawie) idealnie:)Przed Wami historia naszych świąt w niemal telegraficznym skrócie, a na koniec, jako bonus, magia wigilijnej nocy, a więc kilka kadrów pięknego wigilijnego nieba. Jakość niekiedy kiepska, bo statywu (jeszcze) nie posiadam, a bynajmniej nie takiego, który by się do nocnych zdjęć nadawał (po cichu liczę, że może w przyszłym roku Mikołaj się zlituje i zrzuci jakiś przez komin:)).

Na koniec, moi Drodzy, życzę Wam, aby Nowy Rok był dla Was rokiem pełnym wyzwań, takich, którym stawicie czoła, ale przede wszystkim takich, które rozwiną Wam skrzydła i pozwolą sięgać po więcej. Oczywiście nie mam tu na myśli rzeczy materialnych, życzę Wam, abyście każdego dnia byli otoczeni miłością i abyście potrafili czerpać radość z każdej chwili swojego życia. Szczęśliwego Nowego Roku!!!

 

fotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia rodzinna, portret reportażowyfotografia rodzinna, portret reportażowyfotografia rodzinna, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowy
fotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyObiecany wcześniej bonus:

fotografia krajobrazu, fotografia nocnafotografia krajobrazu, fotografia nocnafotografia krajobrazu, fotografia nocnafotografia krajobrazu, fotografia nocnaI na koniec, świąteczny zachód słońca:

fotografia krajobrazu, zachód słońca

Powrót na górę Kontakt

No i nadszedł czas na ostatnią część naszych wakacyjnych wspomnień, część o tyle istotną, że niesie za sobą przekaz, wartość, którą – poznaną tak naprawdę na samym początku mojej fotograficznej drogi, gdzieś po trochu zagubiłam, próbując wprowadzić w moje kadry perfekcjonizm, który w najmniejszym stopniu nie odzwierciedlał przecież ani moich fotograficznych upodobań ani kierunku, który początkowo sobie obrałam. Na moje szczęście, na straży moich fotograficznych poczynań stoją dwaj najlepsi krytycy na świecie, a jednocześnie dwaj najbardziej wymagający modele (i jak dla mnie dwa największe cuda świata, ale to przecież oczywista oczywistość 😀 ), którzy potrafią bardzo szybko sprowadzić mnie na ziemię, narzucając mi tempo i kierunek naszej wspólnej fotograficznej przygody.

Nigdy nie chciałam być fotografem mody, sławnych ludzi czy tym podobnych. Natomiast zawsze fascynowała mnie fotografia reportażowa i – jak już powszechnie wiadomo – fotografia dziecięca. Obie dziedziny doskonale się dopełniają, fotografia dziecięca idealnie wpisuje się w ramy fotografii reportażowej, ale na pewien krótki moment  – w całym tym pośpiechu do stworzenia zdjęcia idealnego – chyba o tym zapomniałam. O tym kto i jak uświadomił mi co jest w fotografii najważniejsze dowiecie się już za chwilę z naszej kolejnej nadmorskiej przygody.

Był kolejny upalny dzień naszego nadmorskiego urlopu, a my zamiast na plażę musieliśmy udać się do lekarza. Ale nie ma tego złego – pomyślałam, jak tylko okazało się, że nawigacja wyprowadziła nas do samego portu, a placówka lekarska znajduje się zaraz obok niego, w jednym z nowszych kompleksów biurowych. Stwierdziłam, że to doskonała okazja do zrobienia sesji zdjęciowej moim maluchom – powszechnie panujące i wszechogarniające upały poprzednich dni nie dawały cienia nadziei, że uda nam się sfotografować cokolwiek w najbliższym czasie (a przynajmniej, że będziemy mieć na to siłę), a tymczasem okazało się, że sesja zupełnie spontanicznie zorganizowała się sama i to w jakim miejscu! Byliśmy w pobliżu owianego sławą ORP Błyskawica i zamierzałam stworzyć moim dzieciom wspaniałą pamiątkę w postaci serii zdjęć z okrętem w tle. Czym prędzej zaczęłam więc ustawiać moich modeli celem stworzenia pięknych pocztówek. Przecież sama mam zdjęcie z dzieciństwa z tymże okrętem w tle, więc jakże by to było, gdyby moje dzieci nie miały podobnego? I w tym właśnie momencie chyba delikatnie się zagubiłam. Jako efekt moich działań, młodszy model numer 1 niespecjalnie mieścił się w kadrze, a raczej ciężko było go w tym kadrze złapać, bo wolał być raczej po drugiej stronie obiektywu z buzią w podkówkę i coraz to głośniejszymi wyrazami niezadowolenia. Analogicznie, starszy model nr 2 skutecznie unikał kontaktu wzrokowego z moim obiektywem, prezentując dumnie raz po raz jak wygląda jego fryzura w trakcie szeroko rozumianej ucieczki z planu 😀

Te wydarzenia, jak również seria jakże udanych zdjęć fryzury modela nr 2 z okrętem w tle natchnęły mnie do przemyśleń pt. „Czy ja się w ogóle do tego nadaję?” i spowodowały – oczywiście po uzyskaniu wewnętrznej negatywnej odpowiedzi na poprzednie pytanie – szybkie umieszczenie aparatu w futerale. Jednak tak szybko jak go schowałam, życie zweryfikowało moją wewnętrzną odpowiedź 😀 Kilka kroków dalej, we wspomnianym wcześniej nowoczesnym kompleksie biurowym moje dwa cudeńka rozpoczęły wspólną zabawę, powodując tym samym szybki powrót aparatu we właściwe miejsce, czyli w moje ręce. W taki właśnie sposób powstała jedna z lepszych serii zdjęć tego urlopu, a ja przypomniałam sobie co jest najważniejsze w moich zdjęciach – dzieci i ich prawdziwe emocje. Pewnie nie muszę już dodawać, jak mocno czułam w tym momencie, że się do tego nadaję. Nie mówiąc o tym, jaką radość ze wspólnej zabawy miały moje dzieci. Uwierzycie, że mogłam o tym zapomnieć?

fotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portretfotografia dziecięca, portretfotografia dziecięca, portretfotografia rodzinna, portret reportażowy

fotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia dziecięca, portret reportażowyfotografia architekturyfotografia dziecięca, portret reportażowy

A na koniec pocztówka z okrętem w tle 😀

fotografia dziecięca, portret reportażowy

Powrót na górę Kontakt