Lilka – sesja noworodkowa w Krakowie

I tak właśnie nastał świat księżniczek…

Przeglądając moje wcześniejsze posty stwierdziłam z lekkim niepokojem ;), że wpisy w tematyce noworodkowej zostały ewidentnie zdominowane przez chłopaków! Jak pewnie już zauważyliście brak mi samodyscypliny, z chronologią moich wpisów też nie jest za ciekawie, co zresztą mogą potwierdzić Rodzice tych wspaniałych Kruszyn, których zdjęcia publikuję. Oj tak, zdarza mi się publikować zdjęcia rok po sesji, a może nawet później, za co serdecznie przepraszam i Drogich Rodziców, i moich potencjalnych Obserwatorów (statystyk nie prowadzę, bo nie umiem, więc nie za bardzo wiem, ile Nas tu jest :D). W związku z powyższym pędem nadrabiam zaległości i z radością nie mniejszą, niż przy prezentowaniu efektów sesji z moimi małymi modelami, przedstawiam Wam małą Księżniczkę – Lili.

Lilka.

Tak naprawdę, jak tylko słyszy się to imię, to od razu człowiekowi cieplej się na duszy robi, nie? Ja przynajmniej tak mam. I przy okazji zapewniam, że jeśli jeszcze kiedyś będzie mi dane zostać mamą dziewczynki, to z pewnością Lila będzie w czołówce imion, które będę brać pod uwagę (zaraz po Julce, o czym pisałam tutaj ;)).

Noworodkowa sesja stylizowana a naturalna sesja rodzinna.

Jak pewnie za chwilę zauważycie, udało nam się uchwycić w tej sesji to, co najważniejsze. Jak zwykle wykorzystałam część akcesoriów przeznaczonych do typowej sesji stylizowanej, ale – co bardzo mi się spodobało – wszyscy dopasowaliśmy się do dzieciątka, nie przywiązując zbytniej uwagi do tego, aby większość zdjęć była wykonana na tzw. „śpioszka”. Dzięki temu udało mi się wyłapać naturalne spojrzenia i uśmieszki Lilki i – pomimo użycia akcesoriów – fotografować ją w niewymuszonych, a zarazem pięknych i prawdziwych pozach, które sama sobie wybrała, kiedy zmorzył ją sen.

Kotecek.

Ostatnim bohaterem sesji był Kotek. Jak poinformowali mnie Rodzice – Kotek dla obcych osób jest jedynie zasłyszaną legendą, co w praktyce oznacza, że ukazuje się tylko domownikom 🙂 Chyba nie muszę Wam mówić (czy pisać) jaka była moja radość, gdy pod sam koniec sesji Kotek ukazał się nam (a więc również mi!) w (niemal) pełnej okazałości! Miód na moje serce 🙂

 

Powrót na górę Kontakt

Twój e-mail nigdy nie jest publikowany ani udostępniany Wymagane pola są oznaczone *

*

*